Numer partii tuszu przypisany do klienta? Tak może wyglądać przyszłość dokumentacji w studiu tattoo
Aktualność Paulina Gottlieb 4 wyświetleń

Nowa funkcja pozwala skanować numery partii tuszów i kartridży oraz przypisywać je do konkretnej sesji. To proste rozwiązanie może znacznie ułatwić identyfikację użytych materiałów i zwiększyć bezpieczeństwo w studiach tatuażu.

Numer partii tuszu przypisany do klienta? Nowa funkcja pokazuje, jak może wyglądać dokumentacja studia tattoo

Marka, kolor i numer partii tuszu. Rodzaj użytego kartridża i jego LOT. A wszystko przypisane do konkretnej sesji. Nowa funkcja aplikacji Tattoo Release Forms pokazuje kierunek, w którym może zmierzać dokumentacja w profesjonalnych studiach tatuażu.

Na pierwszy rzut oka skanowanie numeru partii tuszu nie brzmi jak technologiczna rewolucja. W praktyce może jednak rozwiązywać bardzo konkretny problem: co zrobić, jeśli kilka tygodni lub miesięcy po wykonaniu tatuażu okaże się, że konkretna partia pigmentu została wycofana z rynku albo wzbudziła zastrzeżenia dotyczące bezpieczeństwa?

Twórcy aplikacji Tattoo Release Forms (TRF) poinformowali 1 września 2026 roku o wdrażaniu wersji 3.2.0, w której pojawiła się funkcja śledzenia numerów partii pigmentów i igieł używanych podczas zabiegu.

Zamiast przepisywania numeru - aparat

Nowa funkcja pozwala tatuatorowi otworzyć panel notatek artysty i wykorzystać aparat iPada.

Do wyboru są dwie możliwości:

SCAN BARCODE/QR – gdy produkt posiada odpowiedni kod,

lub

READ PRINTED NUMBER – gdy numer partii został po prostu nadrukowany na opakowaniu.

W ten sposób można odczytać numer LOT m.in. z butelki pigmentu albo opakowania igły czy kartridża i zachować go w dokumentacji dotyczącej zabiegu.

Sama aplikacja od pewnego czasu umożliwia dokumentowanie materiałów i pigmentów wykorzystanych podczas sesji. Nowa funkcja ma przede wszystkim ograniczyć konieczność ręcznego przepisywania ciągów znaków z opakowań i ułatwić dokładniejsze prowadzenie zapisów.

Po co tatuatorowi numer LOT?

Numer LOT, czyli numer partii produkcyjnej, pozwala zidentyfikować konkretną serię produktu.

I właśnie tutaj zaczyna robić się naprawdę ciekawie.

Wyobraźmy sobie, że studio korzysta z jednej butelki czarnego pigmentu przez kilka tygodni. Po pewnym czasie producent albo organ nadzorujący informuje, że konkretna partia produktu została wycofana.

Sama informacja:

„Używaliśmy tuszu marki X”

nie pozwala jeszcze ustalić, których klientów może dotyczyć problem.

Znacznie bardziej przydatna jest dokumentacja:

Marka X - Black - LOT 123456 - użyty podczas sesji 14 maja.

Dzięki numerowi partii można sprawdzić, czy używany w studiu produkt rzeczywiście pochodził z serii objętej ostrzeżeniem.

I nie jest to problem czysto teoretyczny.

Tusze do tatuażu rzeczywiście bywają wycofywane

W maju 2025 roku amerykańska FDA ostrzegła przed dwoma pigmentami Sacred Tattoo Ink po wykryciu w nich mikroorganizmów potencjalnie niebezpiecznych dla zdrowia.

Komunikat nie dotyczył wszystkich produktów tej marki. Wskazano konkretne kolory oraz konkretne numery partii:

Raven Black - LOT RB0624
oraz
Sunny Daze - LOT SD1124.

FDA zaleciła tatuatorom i sprzedawcom zaprzestanie używania wskazanych produktów.

W przypadku wystąpienia infekcji lub innej reakcji po tatuażu sama FDA radzi, aby ustalić nie tylko markę i kolor pigmentu, ale również - jeśli to możliwe - numer partii lub batch użytego tuszu. Informacja ta może pomóc w ustaleniu źródła problemu.

To dobrze pokazuje, dlaczego identyfikowalność materiałów nie jest wyłącznie dodatkową biurokracją.

Bezpieczeństwo zaczyna oznaczać również dokumentację

Przez lata rozmowa o bezpieczeństwie w tattoo skupiała się przede wszystkim na samym stanowisku pracy:

jednorazowych materiałach,
rękawiczkach,
dezynfekcji,
zabezpieczeniu powierzchni,
prawidłowym wyrzucaniu odpadów czy unikaniu kontaminacji krzyżowej.

To oczywiście nadal absolutna podstawa.

Coraz mocniej dochodzi jednak drugi element: możliwość odtworzenia informacji o tym, czego dokładnie użyto podczas konkretnego zabiegu.

FDA podaje, że w latach 2003-2024 firmy przeprowadziły 18 dobrowolnych wycofań tuszów do tatuażu związanych z zanieczyszczeniem mikrobiologicznym. Co więcej, badania wykazywały obecność mikroorganizmów również w zamkniętych wcześniej butelkach.

Tatuator może więc wykonać swoją część procedury prawidłowo, a problem może pochodzić z samego produktu.

Właśnie wtedy dokładna dokumentacja nabiera największego znaczenia.

Nie tylko tusz

Ciekawe jest również to, że TRF nie ogranicza nowego rozwiązania wyłącznie do pigmentów.

Skanowane mogą być również numery z opakowań igieł i kartridży.

To pokazuje szerszy kierunek: dokumentacja zabiegu może w przyszłości obejmować nie tylko dane klienta i jego zgodę na wykonanie tatuażu, lecz również dokładną historię materiałów wykorzystanych podczas pracy.

W praktyce karta konkretnej sesji mogłaby więc zawierać informacje takie jak:

  • zastosowane pigmenty i ich numery LOT,
  • użyte konfiguracje kartridży,
  • numery partii materiałów,
  • data wykonania zabiegu,
  • dane dotyczące tatuatora,
  • informacje wymagane przez lokalne przepisy,
  • dokumentacja zgody klienta.

Nie oznacza to oczywiście, że wszędzie na świecie istnieje obecnie obowiązek prowadzenia aż tak rozbudowanych zapisów. Przepisy dotyczące dokumentacji studiów tattoo różnią się pomiędzy państwami, a w USA nawet pomiędzy poszczególnymi stanami i lokalnymi jurysdykcjami.

Technologia zaczyna jednak wyprzedzać część regulacji.

Czy za kilka lat skanowanie materiałów przed sesją będzie standardem?

Jeszcze niedawno papierowa zgoda klienta przechowywana w segregatorze była czymś zupełnie normalnym.

Dzisiaj coraz więcej procesów przechodzi do systemów cyfrowych: formularze zgody, dokumentacja klientów, zdjęcia prac, rezerwacje, płatności czy zarządzanie studiem.

Kolejnym etapem może być właśnie pełna identyfikowalność produktów używanych podczas tatuowania.

Nie chodzi o to, aby tatuator po każdej sesji tworzył wielostronicowy raport.

Wręcz przeciwnie.

Jeżeli odczytanie numeru partii wymaga jedynie skierowania aparatu na butelkę lub opakowanie kartridża, dokumentacja może stać się dokładniejsza bez dokładania artyście kolejnych minut pracy administracyjnej.

I właśnie to jest w tej aktualizacji najciekawsze.

Nie sam skaner.

Ale sposób myślenia o profesjonalnym studiu tattoo, w którym w razie problemu można odpowiedzieć nie tylko:

„Prawdopodobnie używaliśmy wtedy tego tuszu”.

ale:

„Wiemy dokładnie, jaki produkt i jaka partia zostały użyte podczas tej sesji”.

A to jest już bardzo duża różnica.

Wróć do aktualności