Metale w tuszach do tatuażu. Nowe badanie o niklu, ołowiu i rtęci.
Aktualność Paulina Gottlieb 32 wyświetleń

Nowe badanie analizuje nie tylko zawartość metali w tuszach do tatuażu, ale także ich bioakcesyjność. Co wykryto w czarnych, białych i kolorowych pigmentach?

Co naprawdę znajduje się w tuszu do tatuażu? Nowe badanie sprawdziło metale

Tusze do tatuażu nie składają się wyłącznie z koloru.

Oprócz pigmentów mogą zawierać także śladowe ilości różnych metali, na przykład niklu, ołowiu, rtęci, kadmu czy arsenu.

To nie jest nowa informacja.

Nowe badanie opublikowane w sierpniu 2026 roku sprawdziło jednak coś ciekawszego:

nie tylko ile metalu znajduje się w tuszu, ale ile z niego może się z tego tuszu uwolnić.

I właśnie to jest najważniejsze.

Co naukowcy właściwie zrobili?

Badacze wzięli różne komercyjne tusze do tatuażu i sprawdzili ich skład.

Potem umieścili próbki w różnych płynach laboratoryjnych, między innymi w:

  • wodzie,

  • sztucznym pocie,

  • roztworze soli.

Chcieli zobaczyć, czy metale pozostają mocno związane z tuszem, czy część z nich może się z niego uwolnić.

Bo to, że jakiś metal znajduje się w butelce, nie oznacza jeszcze, że cały trafia do organizmu.

Co znaleźli?

Wyniki były różne w zależności od koloru i składu tuszu.

W części czarnych tuszy naukowcy zauważyli stosunkowo dużą możliwość uwalniania niklu.

W białych tuszach zwrócili uwagę na rtęć.

W niektórych kolorowych pigmentach pojawiały się też podwyższone ilości innych metali, między innymi:

ołowiu, kadmu, arsenu, miedzi czy cynku.

W części badanych próbek poziom ołowiu przekraczał wartości określone w przepisach.

Czy to znaczy, że tusze są niebezpieczne?

Nie.

I to bardzo ważne.

To badanie nie sprawdzało ludzi po wykonaniu tatuażu.

Nie udowodniło, że dany tusz powoduje choroby.

Naukowcy po prostu analizowali, co znajduje się w produktach i jak te substancje zachowują się w warunkach laboratoryjnych.

Czyli wniosek nie brzmi:

„tatuaże są toksyczne”.

Bardziej:

„warto dokładnie kontrolować skład tuszy i sposób, w jaki są badane”.

Dlaczego to ma znaczenie dla tatuatora?

Bo tatuator nie jest w stanie sam sprawdzić składu chemicznego tuszu.

Patrząc na butelkę nie zobaczymy, ile znajduje się w niej niklu, ołowiu czy innych pierwiastków.

Dlatego ogromne znaczenie ma to, skąd kupujemy tusze.

Dla tatuatora najważniejsze powinno być:

  • kupowanie tuszy od sprawdzonych dostawców,

  • używanie produktów dopuszczonych do sprzedaży na danym rynku,

  • sprawdzanie dokumentacji producenta,

  • pilnowanie numerów partii,

  • unikanie podejrzanie tanich produktów z nieznanego źródła.

W Europie tusze podlegają ograniczeniom

W Unii Europejskiej tusze do tatuażu są objęte przepisami REACH.

Określają one między innymi maksymalne ilości wielu substancji, które mogą znajdować się w produktach do tatuowania.

To właśnie dlatego legalne tusze sprzedawane w Europie muszą spełniać określone wymagania.

Nie oznacza to, że każdy produkt jest idealny.

Ale pokazuje, dlaczego tak ważne jest używanie oryginalnych i legalnie dystrybuowanych tuszy.

Najważniejszy wniosek z badania

Dla mnie najciekawsze w tym badaniu jest coś bardzo prostego.

Do tej pory często patrzono głównie na to:

„ile danego metalu znajduje się w tuszu?”

Naukowcy pokazują, że równie ważne może być pytanie:

„ile z tego metalu może się z tuszu uwolnić?”

Bo dwie butelki mogą zawierać podobną ilość danego pierwiastka, ale zachowywać się zupełnie inaczej.

W jednej metal może być mocno związany z pigmentem.

W drugiej może łatwiej przechodzić do otoczenia.

I właśnie dlatego naukowcy chcą dokładniejszych i bardziej ujednoliconych metod badania tuszy.

Co z tego wynika dla branży?

Nie panika.

Nie straszenie klientów.

Tylko większa kontrola jakości.

Tatuażysta może perfekcyjnie przygotować stanowisko, używać rękawiczek, jednorazowych kartridży i zachować wszystkie procedury higieniczne.

Ale jeśli sam produkt jest złej jakości, nie da się tego naprawić w studiu.

Dlatego bezpieczeństwo tatuażu zaczyna się nie tylko przy fotelu.

Zaczyna się już u producenta tuszu.

I chyba właśnie to jest najważniejsza lekcja z tego badania:

nie tylko higiena ma znaczenie. Jakość produktów również.

Wróć do aktualności