Co naprawdę znajduje się w tuszu do tatuażu? Nowe badanie sprawdziło metale
Tusze do tatuażu nie składają się wyłącznie z koloru.
Oprócz pigmentów mogą zawierać także śladowe ilości różnych metali, na przykład niklu, ołowiu, rtęci, kadmu czy arsenu.
To nie jest nowa informacja.
Nowe badanie opublikowane w sierpniu 2026 roku sprawdziło jednak coś ciekawszego:
nie tylko ile metalu znajduje się w tuszu, ale ile z niego może się z tego tuszu uwolnić.
I właśnie to jest najważniejsze.
Co naukowcy właściwie zrobili?
Badacze wzięli różne komercyjne tusze do tatuażu i sprawdzili ich skład.
Potem umieścili próbki w różnych płynach laboratoryjnych, między innymi w:
-
wodzie,
-
sztucznym pocie,
-
roztworze soli.
Chcieli zobaczyć, czy metale pozostają mocno związane z tuszem, czy część z nich może się z niego uwolnić.
Bo to, że jakiś metal znajduje się w butelce, nie oznacza jeszcze, że cały trafia do organizmu.
Co znaleźli?
Wyniki były różne w zależności od koloru i składu tuszu.
W części czarnych tuszy naukowcy zauważyli stosunkowo dużą możliwość uwalniania niklu.
W białych tuszach zwrócili uwagę na rtęć.
W niektórych kolorowych pigmentach pojawiały się też podwyższone ilości innych metali, między innymi:
ołowiu, kadmu, arsenu, miedzi czy cynku.
W części badanych próbek poziom ołowiu przekraczał wartości określone w przepisach.
Czy to znaczy, że tusze są niebezpieczne?
Nie.
I to bardzo ważne.
To badanie nie sprawdzało ludzi po wykonaniu tatuażu.
Nie udowodniło, że dany tusz powoduje choroby.
Naukowcy po prostu analizowali, co znajduje się w produktach i jak te substancje zachowują się w warunkach laboratoryjnych.
Czyli wniosek nie brzmi:
„tatuaże są toksyczne”.
Bardziej:
„warto dokładnie kontrolować skład tuszy i sposób, w jaki są badane”.
Dlaczego to ma znaczenie dla tatuatora?
Bo tatuator nie jest w stanie sam sprawdzić składu chemicznego tuszu.
Patrząc na butelkę nie zobaczymy, ile znajduje się w niej niklu, ołowiu czy innych pierwiastków.
Dlatego ogromne znaczenie ma to, skąd kupujemy tusze.
Dla tatuatora najważniejsze powinno być:
-
kupowanie tuszy od sprawdzonych dostawców,
-
używanie produktów dopuszczonych do sprzedaży na danym rynku,
-
sprawdzanie dokumentacji producenta,
-
pilnowanie numerów partii,
-
unikanie podejrzanie tanich produktów z nieznanego źródła.
W Europie tusze podlegają ograniczeniom
W Unii Europejskiej tusze do tatuażu są objęte przepisami REACH.
Określają one między innymi maksymalne ilości wielu substancji, które mogą znajdować się w produktach do tatuowania.
To właśnie dlatego legalne tusze sprzedawane w Europie muszą spełniać określone wymagania.
Nie oznacza to, że każdy produkt jest idealny.
Ale pokazuje, dlaczego tak ważne jest używanie oryginalnych i legalnie dystrybuowanych tuszy.
Najważniejszy wniosek z badania
Dla mnie najciekawsze w tym badaniu jest coś bardzo prostego.
Do tej pory często patrzono głównie na to:
„ile danego metalu znajduje się w tuszu?”
Naukowcy pokazują, że równie ważne może być pytanie:
„ile z tego metalu może się z tuszu uwolnić?”
Bo dwie butelki mogą zawierać podobną ilość danego pierwiastka, ale zachowywać się zupełnie inaczej.
W jednej metal może być mocno związany z pigmentem.
W drugiej może łatwiej przechodzić do otoczenia.
I właśnie dlatego naukowcy chcą dokładniejszych i bardziej ujednoliconych metod badania tuszy.
Co z tego wynika dla branży?
Nie panika.
Nie straszenie klientów.
Tylko większa kontrola jakości.
Tatuażysta może perfekcyjnie przygotować stanowisko, używać rękawiczek, jednorazowych kartridży i zachować wszystkie procedury higieniczne.
Ale jeśli sam produkt jest złej jakości, nie da się tego naprawić w studiu.
Dlatego bezpieczeństwo tatuażu zaczyna się nie tylko przy fotelu.
Zaczyna się już u producenta tuszu.
I chyba właśnie to jest najważniejsza lekcja z tego badania:
nie tylko higiena ma znaczenie. Jakość produktów również.